wtorek, 11 marca 2014

Ciężki obraz do zgryzienia.

Ostatnio dokonałam ciekawego odkrycia. Jak się chce to się może.
I to na spontana:-).

Narzeczony Mój Kochany, obchodził ostatnio swoje 25 urodziny. Piękny wiek :-), a przy okazji doskonała okazja do sprezentowania czegoś więcej niż przysłowiowa FLACHA. Ja wymyślilam sobie 25 prezentów - było ciężko, ale się udało. Pierwszym prezentem byłam ja, trzymająca wielkogabarytowe opakowanie prezentów(z numeracją), a ostatnim 25 prezentem był tort (robiłam pierwszy raz od początku do końca:P).
                                                           
                                                                  fura prezentów

torcik z androidem

Prezent, który budził najwięcej stresu, to oczywiście ten na dole, zapakowany w jasny papier.
No bo nie wiadomo jakiej reakcji się spodziewać - ani ten prezent nie był praktyczny, ani potrzebny..
ale były góry, które przez tą osobę są bardzo lubiane.

Obraz poniżej, malowałam dwa dni, od wczesnych poranków do godzin nocnych, kiedy juz kiepsko widziałam cokolwiek. Ale mieszało się kolory, mieszało.


A w całej okazałości:
50 x 70, płótno bawełniane, akryle

Udział wzięły: pędzle graART
                    farby graART
                  farby Louvre



A już niedługo... kolejna porcja nowości z południowej Polski:-).
       Karola.